Dobra zabawa to podstawa!

Dobra zabawa to podstawa!

Czym jest dzieciństwo bez zabawek? Pamiętam, że ja miałam całe masy samochodzików i koni. Do tej pory mam zdjęcie jak stoję na tle szafki, na której zabawki były porozstawiane w konkretnej kolejności. Pamiętam pluszowe myszy w różnych kolorach, różowo-białego misia (z którym spałam do czasu kiedy odleciały mu oczy), mebelki dla lalek przywiezione przez tatę zza granicy, wspomniane wcześniej samochody i pełno, pełno, pełno koni, na których punkcie miałam świra!


U Mani jest trochę inaczej. Ma skrzynię zabawek, ale klocki to jej namber łan. O Kici-kici nie będę wspominać, bo to jej największy przyjaciel - do spania, do karmienia, do ubierania w zdjęte z małych stópek skarpetki, do wożenia w wózku i spacerowania po osiedlu. Do puli super-ekstra-hitów Mani mogę dodać jedynie kredki, książki (oczywiście o "kici-kici" i wydająca odgłosy zwierząt z farmy) oraz "Mimi"-pando-szopa. Pozostałe klamoty interesują ją tylko w przypadku kiedy inne dziecko się nimi bawi (głównie idzie tu o Laurę ;)). 

Zimna woda siły doda!

Zimna woda siły doda!

Za oknem ukrop nie do zniesienia. Parówa niemiłosierna. Jednak nie można z tego powodu wiecznie siedzieć w czterech ścianach! Zwłaszcza jeśli ma się małe dziecko, które w końcu zacznie się domagać wyjścia na powietrze (które i tak stoi w miejscu!). Trzeba zacząć szukać pomysłu na orzeźwienie, trzeba dbać o to żeby się nie odwodnić. Dorośli jakoś sobie poradzą, ale o dziecko trzeba zadbać. 



Idę na plażę (...) na plażę idę!

Idę na plażę (...) na plażę idę!

Cud nastał w ubiegły weekend. Stary zabrał nas na całodzienne plażowanie. Nie z dobroci serca i bezinteresownie- co to, to nie! W Gdańsku odbywał się Triathlon i to on wyciągnął Bartłomieja na drugi koniec miasta. Nas zabrał, bo wyszedłby na ostatniego wiejskiego buraka gdyby sam powalił się na plaży, a nas zostawił w chacie.


Dziecko i obowiązki domowe

Dziecko i obowiązki domowe

Stoję w kuchni kolejny wieczór, trę setnego buraka i zastanawiam się kiedy to moje dziecko będzie mnie odciążać w obowiązkach domowych? Na Starego ostatnio nie bardzo można liczyć, bo praktycznie nie ma go w chacie. Kiedy powinno się zacząć wdrażać dzieciaczka w prace domowe, aby wyrobić w nim dobre nawyki? Osobiście wychodzę z założenia, że "czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci". Dlatego zachęcam Mańkę do minimalnej pomocy w ramach zabawy.


Kawa na ławę...

Kawa na ławę...

... a potem na kolana matki.


Dziecko w domu równa się pustym półkom i szafkom w zasięgu małych rączek. Najlepiej zaczepić wszystko na wysięgniku i podciągnąć 1000 metrów nad ziemię. Wtedy mamy minimalne szanse na to, że nic (albo nikt) nie dozna destrukcyjnej mocy niepozornego mikro człowieka.

Dziecięca radość

Dziecięca radość

Małemu człowieczkowi wiele do szczęścia nie potrzeba. Byle pierdółka potrafi wywołać ogromny uśmiech na buzi. Gdyby nie uszy to ten uśmiech oplótłby całą głowę. Chciałabym tak cieszyć się z wszystkiego, oj chciałabym!



Mamo! Jestem samodzielna!

Mamo! Jestem samodzielna!

Gdyby Mańka mówiła już całkiem w ojczystym języku zapewne podczas ostatnich zakupów powiedziałaby wszystko to, co znajduje się poniżej. Niestety w 75% nadal mówi w suahili więc mogę się tylko domyślać, co siedzi w tej małej główce.



Szczęście!

Szczęście!

Dla takich chwil warto żyć. Chwila spokoju nad jeziorem położonym niedaleko od wiochy. Radosny śmiech i donośne "Ma-ma!" unosi się w powietrzu i działa lepiej niż melisa w kuble o pojemności pół litra. Małe stópki w ciągu kilku godzin wyrabiają niebotyczną kilometrówkę, a zmęczenia jak nie było tak nie ma!

Niedziela to dzień śmierdziela, niedziela to czas dla rodziny, niedziela to czas odpoczynku. Sunday-FunDay!

 


Piękne miejsca- Krokowa

Piękne miejsca- Krokowa

Poprzednie posty z tej serii w jednym miejscu: KLIK


Byłam tu kilkakrotnie. Pierwszy raz podczas trasy koncertowej zespołu kaszebsko-wokalno-tanecznego, w którym występowałam. "Margaretki" miały przerwę na obiad między występami w domach spokojnej starości, przerwę tą spędziliśmy właśnie w niegdysiejszej siedzibie rodu von Krockow. Za drugim razem pojawiliśmy się w tym miejscu już wraz ze Starym i w tym zespole wolę powracać do zamku i spacerować po jego przepięknym parku.



Nigdy nie mów nigdy!

Nigdy nie mów nigdy!

Gdyby ktoś cztery lata temu powiedział mi, że niedługo będę pleść wianki leżąc na trawie z własną córką chyba pęcłabym ze śmiechu. Ci co mnie znają wiedzą, że na upierdliwe pytanie często padające po ślubie, pt: "Kiedy będziecie mieć dziecko?" z uporem maniaka odpowiadałam "NIGDY!". Moje "nigdy" potrwało 1,5 roku od wstąpienia w związek małżeński z Bartłomiejem Te. Marysia nie jest wynikiem wpadki, nie! Mania była planowana... całe dwa dni. Jak się okazało podczas USG- wyszła nam za pierwszym razem.



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger