Chciałoby się!

Chciałoby się!

Tyle by się chciało zrobić. Na chceniu póki co się skończy, bo sił na cokolwiek ZERO! Coś się do mnie w piątek przypałętało i w sobotę wieczorem oficjalnie poległam. Chciałam posadzić kwiatki, żeby do lata balkon był przyozdobiony- dupa, chciałam w końcu poprasować- dupa. Nie mam siły stać dłużej niż 15 min! Chciałam pomalować komodę- nie ma opcji. Zdołałam w sobotę przeżyć wymiankę ciuchową i podjechać do Ikeii, a wieczorem organizm odmówił posłuszeństwa. Przymusowy wypoczynek ma swoje plusy- Stary zajmuje się Młodą, a ja nie muszę się niczym przejmować. 


Uśmiech goni uśmiech!

Uśmiech goni uśmiech!

Tydzień powoli się kończy, bardzo intensywny tydzień. Coś się zmieniło w Mani, ale nie wiem z jakiego powodu. Do tej pory mała raczej nie okazywała zbyt wylewnie uczuć (poza złością oczywiście!). Jednak od poniedziałku intensywnie obdarowuje pięknym, szczerym uśmiechem każdego kto jej się napatoczy. Wyszczerza zęby prawie całymi dniami- bardzo to jest piękne!Całusy rozdaje tak samo chętnie- z rozdziawioną buzią. Może sprawił to prawie codzienny kontakt z dziećmi? Nie mam pojęcia, ale przyjemnie się na to patrzy.


W drodze

W drodze

Trzy dni w trasie non-stop daje w kość. Niedziela-Gdynia, poniedziałek-Kwidzyn, wtorek- jazda po Gdańsku. Do końca tygodnia będzie podobnie, chociaż nie wszędzie w towarzystwie Małej.
Wieczór będzie tylko dla mnie! Mała zmęczona po całym dniu szybko odleciała, Stary na nocnej zmianie. Chociaż kupa prasowania woła do mnie z korytarza to mówię jej stanowcze "GOŃ SIĘ!". Czas na chill! Zasiadam z winiaczkiem na randkę z Don John'em


Mama na szóstkę!

Mama na szóstkę!

Mama Laury zaprosiła mnie do nowej zabawy. Polega ona na ujawnieniu gadżetów, które pomagają mamie działania godne oceny celującej.
Nie ukrywam, że jestem człowiekiem leniwym i wygodnym więc ułatwiam sobie wszystko jak najbardziej się da odkąd pamiętam. Co pomagało lub nadal pomaga mi przy Mani?


Walk 2 remeber

Walk 2 remeber

Nadejszła wiekopomna chwila! W końcu, oficjalnie Maryśka ruszyła w świat samodzielnie. Po chacie fruwa sama, na zewnątrz woli mieć w kimś oparcie. Podczas gdy mama odbywała konsultacje przed zabiegiem, Mysz (pod czujnym okiem człowieka, którego obecnie zwie "TATEK") zdążyła przejść całą placówkę medyczną. Ciężko uwierzyć, że jest już tak samodzielna. Dopiero co była małą, kilkudniową kluską wydającą z siebie śmieszne "Hiiip!", a tu proszę! Panieneczka!



Niedzień.

Niedzień.

Za oknem piękna pogoda. Słońce świeci i w związku z tym powinny się cieszyć dzieci. Co z tego jak od rana widać, że Młoda ma ewidentny NIEDZIEŃ!?! Te z Was, które czytały książkę opisaną TU wiedzą od autora czym jest ten dzień.


Kobieta pracująca...

Kobieta pracująca...

...oczywiście nie ja tylko Młoda. 
Cały dzień intensywnie pracuje. Rączki i stópki są wiecznie w ruchu. Skąd bierze się ta energia? Nie mam pojęcia, ale jak się dowiem to wypróbuję na sobie. Sama osobiście jestem sflaczałą dętką od jakiegoś czasu-psychicznie i fizycznie. Nie mam ochoty na nic, kompletnie. Jedyną motywacją żeby się ruszyć jest oczywiście Marycha. Jakbym nie wyszła na dwór skorzystać z pogody to miałabym wyrzuty sumienia, że dziecko kiszę w chacie. 
Dziadek Starego, czyli pradziadek Mańki przez całe swoje życie poszukiwał Perpetuum mobile- a tu prosz!


Marycha in the mix!

Marycha in the mix!

O matko z córką kiedy ten tydzień zleciał?!? Czuję się jakbym właśnie wróciła z pielgrzymki do Częstochowy i zakończyła sesję na uczelni składającą się z maratonu matematyki i statystyki matematycznej! Wiecznie gdzieś jeździmy albo łazimy i nie ma czasu na psychiczny odpoczynek.
Marycha w końcu rusza w świat na nogach i śmiesznie giba się po chałupie. Namiętnie trenuje łażenie (najlepiej na kafelkach i tam gdzie jest niebezpiecznie) albo woła o żarcie. Nie mam pojęcia gdzie ona mieści te hektolitry picia i tony jedzenia! W chacie słychać albo MNIAM-MNIAM albo skwierczenie zarzynanego pterodaktyla. Od rana do wieczora jest na misji samobójczej i nic nie było w stanie jej zatrzymać... aż do soboty. 
Oh Mother Blogger!

Oh Mother Blogger!

Kochani!
Żaneta pisała niedawno, że szykujemy razem coś fajnego. Dołączyła do nas Karolina i w ten sposób powstała inicjatywa Oh Mother Blogger

Serdecznie zapraszamy Was na spotkanie, które organizujemy 06/04/2014 (13:00-16:00) w Gdyni! Jeśli jesteście z Trójmiasta lub będziecie w tym czasie w pobliżu- śmiało zapisujcie się, bo liczba miejsc jest niestety ograniczona.

Miło będzie poznać się w realu i poplotkować przy kawce.
Podczas spotkania wysłuchamy dwóch wykładów prowadzonych przez panią pedagog oraz dietetyk. Cały poziom kawiarni będzie dostępny tylko dla nas. Dzieciaki będą miały miejsce do harcowania-wydzielone specjalnie dla ich potrzeb.

Wszelkie informacje dotyczące spotkania będą na bieżąco publikowane na blogu i fanpejdżu.



Gość w dom...

Gość w dom...

... woda do zupy! Inni powiedzą cukier do szafy! A ja powiadam: WÓDA NA STÓŁ!

Lubimy gości! Lubimy jak gości jest wielu! Przeważnie jak się do nas zjeżdżają to minimum jest ich sztuk sześć. Po przygotowaniu wszystkiego, a później po posprzątaniu padam na twarz, ale i tak bardzo mnie to cieszy.
W niedzielę z okazji urodzin Starego przyjechali nasi rodzice i rodzeństwo. Staram się przygotowywać takie rzeczy, których na co dzień nie jedzą. Wczorajszym hitem okazały się ślimaki z ciasta francuskiego. 

Sobota- w kuchni czeka robota.

Sobota- w kuchni czeka robota.

Za oknem szaro-buro i ponuro. Sobota od dzieciństwa (nie wiem czemu) kojarzy mi się ze spaniem do południa,  szarówką za oknem i pieczeniem ciasta z mamą. Lubię szaro-bure soboty, a taką mamy dziś. Do tego dochodzą urodziny starego i konieczność wejścia do piekarnika.
Z rana padało więc Stary stwierdził, że cały świat płacze ponieważ on się starzeje. Żeby nie było mu przykro dostał urodzinowe śniadanie- nie, nie głodzę go przez resztę roku ;) Robienie śniadania to jego obowiązek.

Rok temu kiedy przygotowywałam uro Starego Mysz miała 2 miesiące. Pierwszy raz przygotowywałam "przyjęcie" z dzieckiem na głowie. Na szczęście za każdym razem kiedy mikser ruszał do akcji Młoda zasypiała.
Dziś tak lekko nie było... bo Marycha chce wszystkiego spróbować i ciągle woła "MNIAM-MNIAM!". Wchłania jak leci: biszkopt, krem do tortu, skruszoną czekoladę deserową czy ciut bitej śmietany. 
Słodkie mam już z głowy. Przede mną do przygotowania obiad i podwieczorek z wiecznie nienajedzoną Myszą u nogi.

W ramach prezentu dla tatuszka Mareszka dała piękny (trzykrotny) pokaz chodzenia bez trzymanki. Po 3-4 kroki, ale w końcu rusza ten leniwy tyłeczek.
Tata prezentem zauroczony do tego stopnia, że wyszedł z domu i jeszcze nie wrócił.

Najdroższy Stary-staruchu! Wszystkiego najlepszego w te Twoje "U-U-U-ulodzinki"! ♥
Bądź kreatywnie wesoły już na zawsze! Kochamy Cię najbardziej na całym świecie!


Profile Pod Napięciem znajdziecie tu:

Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger