Moc czekolady!

Raz w miesiącu przychodzi na mnie pora-potwora. Wiadomo o co chodzi. Mam wtedy ochotę zjeść cały świat! Chłonę wszystko w najdziwniejszych kombinacjach! Przedwczoraj zachciało mi się smażonego makaronu sojowego z kurczakiem i na to wszystko faworki. Wczoraj chodziła za mną czekolada i kurczak. Kurczak to mały problem, u mnie jest gorzej z czekoladą. Takiej w tabliczce nie lubię, a jak jest z nadzieniem to mam odruchy wymiotne. Nutella i inne kremy czekoladowe też mogłyby dla mnie nie istnieć- ja raczę się masłem orzechowym. Jednak jeśli chodzi o ciasteczka to czekoladowe kawałki są dla mnie wymogiem. Kocham brownies, lubię pieguski, ale to za mało!
Jestem dziwnym człowiekiem i temu nie przeczę. Kto mnie zna to wie, że nienawidzę kokosów i wszystkiego kokosowego jednak Rafaello wchłaniam na potęgę; moim tortem weselnym było właśnie Rafaello. Kto będzie w Trójmieście niechaj jedzie na Chylonię w Gdyni prosto do "Sabinki" i zaopatrzy się w to cudne ciasto!
Wracając do tematu. Wczoraj dostałam czekoladowego napadu i wyczarowałam ciasteczka na maślance. Bardziej czekoladowe niż brownies, bardziej czekoladowe niż słój Nutelli. Po dwóch ciastkach ma się dość wszystkiego!




Łatwo, szybko i tanio. Nie twardnieją z dnia na dzień. Spróbujcie- nie pożałujecie! 


Składniki:

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • pół łyżeczki soli
  • 115 g masła
  • 3/4 szklanki kakao
  • 1,5 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 2/3 szklanki maślanki
  • 1,5 szklanki posiekanej czekolady deserowej

Mąkę pszenną mieszamy z sodą i solą.
Masło topimy w małym garnuszku.
Do miski wlewamy masło (gorące), dodajemy kakao i miksujemy na gładką masę. Dodajemy cukier, ekstrakt z wanilii i maślankę, dalej miksujemy. Powoli wsypujemy mąkę zmieszaną z soda i solą, miksując. Dosypujemy czekoladę i mieszamy. Powstanie dość klejące i gęste ciasto.

Ciasto nakładamy łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia , pozostawiając spore odstępy między ciastkami. Ciasto będzie się kleiło, ale można sobie pomagać drugą łyżką lub mało kulturalnie paluchem .
Pieczemy w temperaturze 180ºC przez około 10 - 12 minut. Wyjmujemy i czekamy aż ostygną.
Niebo w gębie gotowe do spożycia!
Nie ma opcji, że nie wyjdą- chyba że macie zrąbany piekarnik.



Po wchłonięciu słusznej porcji zakąsiłam sobie ogórka kiszonego i poprawiłam czipsami keczupowymi- nie, nie jestem w ciąży! ;)
Profile Pod Napięciem znajdziecie tu:


Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger