Dziecko dla odważnych. Szkoła przetrwania.

Jakiś czas temu podjęłam się recenzji książki. Miałam to uczynić do końca stycznia i nie byłoby problemu gdyby nie fakt, że przesyłka zaginęła w akcji i doszła do mnie dopiero 27 stycznia. Lekko ponad 400 stron. 

Co to dla mnie, człowieka który III część Dziadów przeczytał na kiblu!?! Długie to było posiedzenie, ale dałam radę to i dam radę przeczytać tę ponoć wesołą książkę z dzieckiem na głowie!

Chciałam tylko zaznaczyć, że odkąd Mania jest na świecie udało mi się przeczytać TYLKO JEDNĄ książkę w całości i było to 50 twarzy Grey'a- czego serdecznie żałuję, postanawiam poprawę, proszę o naukę, pokutę i rozgrzeszenie!




Do rzeczy!

Dziecko dla odważnych. Szkoła przetrwania. autorstwa Leszka Talko jest anty-poradnikiem dla rodziców. Książka podzielona jest na cztery działy:
- dziecko dla początkujący, 
- dziecko dla średnio zaawansowanych,
- dziecko dla profesjonalistów,
- dziecko dla zawodowców.
Jak na (anty) poradnik przystało na zakończenie czeka nas test, który pomoże odpowiedzieć nam na pytanie " Czy jesteś już gotowy/a na dziecko?" (z którego wynikło, że jestem niedorozwinięta), mamy tu również słownik najważniejszych pojęć i na sam koniec piękny FAQ- czyli najczęściej zadawane pytania. 
Ten podział urzekł mnie na samym początku i zachęcił do szybkiego zapoznania z treścią.

Książka ta jest historią uroczej rodziny: Moniki, Leszka i ich dzieciaczków Pitu i Kudłatej. Głowa rodziny, szanowny tatuś wprowadza nas w misterium, jakim jest rodzicielstwo z męskiej perspektywy. 
Narracja pełna zabawnych zawirowań wywołuje wiecznego banana na twarzy, chociaż momentami miałam wrażenie, że ojciec pod płaszczykiem potężnego poczucia humoru przemyca głównie narzekanie.

Oto fragment:

SOS! W domu pojawia się małe stworzenie, które ryczy nie na żarty, za krótko śpi, ssie palec, robi kupy i dziwnie na ciebie patrzy.

Podobno człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego. Więc kiedy w domu pojawił się Pitu (wtedy jeszcze nie mieliśmy pojęcia, jak się będzie nazywał), przyzwyczailiśmy się.

Jakimś cudem zmieniałem pieluchę. Nie wiem, jakim cudem wkładałem mu nowe ubranko. Kolejne tego dnia. (Czy mi się wydaje, czy w książkach nic nie pisali, że przeciętny Pitulek potrafi się obrzygać dziesięć razy dziennie? Bo o tym, że w tym samym czasie dwadzieścia razy obrzyga rodziców, nie pisali na pewno).

Jakim cudem ludzkość nie wymarła, skoro tyle wysiłku trzeba włożyć w wychowanie jednego dziecka? A przecież są tacy, co mają dwójkę czy, uchowaj Boże, piątkę! Więc co? Nie śpią dziesięć lat z rzędu?



Wszystko co zostało opisane przez autora jest prawdziwe do bólu. Żadnego lukrowania. To czego nie znajdzie się w kolorowych pismach dla rodziców znajdziecie tu! Jak dla mnie jest to książka idealna dla świeżaków oczekujących pierwszego dziecka, którzy nie są w pełni świadomi na co się piszą i co tak na prawdę ich czeka. Powinna być wciągnięta do kanonu lektur obowiązkowych w szkołach rodzenia.

***

Oprócz Dziecka dla odważnych czytałam tylko jedną podobną- Zapiski niewidomego taty.
Zapiski (...) są napisane w podobnym, wesołym stylu. Jest to prawdziwa historią niewidomego taty zajmującego się swoim synem. Jeśli spodoba wam się Dziecko dla odważnych to gwarantuję, że Zapiski niewidomego taty również przypadną wam do gustu i jeszcze bardziej rozbawią!

***






TU JESTEŚMY:

Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger