Woła mnie ciemność

Woła mnie ciemność

O dziwo, nie jest to moje wołanie o pomoc. "Woła mnie ciemność" to tytuł książki, a nie aktualny etap mojego życia, chociaż przy Mańce w wieku 3,5 miesięcy tak właśnie było... ale nie o tym chciałam pisać. Jakiś czas temu otrzymałam I tom z cyklu "Daję ci wieczność", wiadomość zapowiadająca ksiażkę zawierała informację: "Książka zawiera treści nieodpowiednie dla niepełnoletnich oraz takie, które mogą urazić dorosłych." - Stary mówi: bierz, może być fajne!


Styczeń w kwadratach

Styczeń w kwadratach

Styczeń przeleciał jak z bicza strzelił. Minął, głównie, pod znakiem zapalenia oskrzeli Mańki. Młoda od połowy grudnia do drugiej połowy stycznia siedziała w domu, powoli zamieniając się z kochanej córuni mamuni w najbardziej pyskującego stwora na świecie. Był moment, kiedy zastanawiałam się czy jej szatan nie opętał, bo jej zachowanie stało się irytująco tragiczne. Jako kombo trzeba dodać choróbsko Starego... Chory chłop - wiadomo, lepiej sobie w głowę strzelić, będzie to szybka ulga dla umęczonej kobiecej duszy. Jakoś przetrwałam. Jechałam na oparach poczytalności, już mi nieśli białą bluzę z rękawami wiązanymi na plecach. Aby uratować się od ostatecznego sfiksowania, drałowałam z wózkiem po 4-5 km. Dałam radę, jestem tu - w domu, nie w zakładzie specjalnym.

Hervé Tullet seria "Gry i zabawy" - czyli idealna propozycja pod choinkę!

Hervé Tullet seria "Gry i zabawy" - czyli idealna propozycja pod choinkę!

Święta już blisko. Rodzice głowią się co najlepiej sprezentować swoim pociechom. Najlepiej coś kreatywnego i rozwijającego. Fajnie jeśli byłyby to książki. Jeszcze lepiej jeśli te książki byłby nietypowe. Wydawnictwo Insignis przygotowało coś, co spodoba się dzieciakom i tym mniejszym i tym większym. Co to takiego? To seria "Gry i zabawy" autorstwa Hervé Tulleta, która pojawiła się w księgarniach pod koniec listopada.

O Kubie - Rozrubie, co śpieszył się na ten świat

O Kubie - Rozrubie, co śpieszył się na ten świat

Trzy tygodnie minęły odkąd świat stanął na głowie. Trzy tygodnie dla mnie, a dla reszty domowników dwa. Mieliśmy tydzień dla siebie... jeśli mona tak nazwać przedłużony pobyt w szpitalu i szpitalnym "hoteliku".
W momencie kiedy Kuba postanowił pojawić się po tej stronie brzucha, akcja potoczyła się ekspresowo. Na tyle szybko, że na ostatnich nogach wchodziłam na IP, żeby po kilku minutach biegli - dosłownie biegli, ze mną na porodówkę. W ten sposób, po zaledwie dwóch godzinach i 15 minutach od pierwszego skurczu, który wyrwał mnie rzeźnicko ze snu o 13:30, "Dżej" był już na świecie. 



Copyright © 2014 ⚡ Pod Napięciem ⚡ , Blogger